W Polsce obchodzimy dość głośno Dzień Kobiet. W Niemczech ten przywilej zgarnął dla siebie Dzień Ojca, albo Dzień Mężczyzny. Choć akurat teraz za oknem jest dość ponuro i deszczowo, to mimo to widać grupy mężczyzn przechodzących się po głównym rynku.
Biegam trzy razy w tygodniu i akurat dziś wypada mój trening, ale doradzono mi - Aga, daj sobie spokój, nie dziś. No i może faktycznie - nie mam ochoty być zaczepiana przez podpitych facetów, którzy hucznie od samego rana świętują swój dzień.
Ale do czego zmierzam: wiadomo, że Niemcy piją sporo piwa i sami są naprawdę dobrzy w jego produkcji. I właśnie o piwie rzecz.
Ostatnio czytałam artykuł, że piwo Tyskie jest jednym z 10 najczęściej sprzedawanych piw w Wielkiej Brytanii. Nie będę weryfikować tego, czy to prawda. Jednak nie da się ukryć, że koncern wkracza na rynek niemiecki i to, chyba, z powodzeniem. Od początku mojego pobytu w Niemczech, obok bigosu i kiszonych ogórków mamy, przywożę ze sobą zawsze trochę polskiego piwa i częstuję nim znajomych. Od początku słyszę, że jest naprawdę smaczne i że mam przywozić więcej. Czasem aż szkoda patrzeć, jak szybko znika ono z naszej lodówki. Przed kilkoma miesiącami widzieliśmy Tyskie i Lecha w jednym z marketów. Teraz znaleźliśmy te płynne złoto w kolejnym.
Konsumpcja piwa w Niemczech spada. A może polski produkt poprawi statystyki? :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz